Dział poświęcony filmom których tematykę można określić jako post-apokaliptyczną lub też będącą w jej pobliżu. Znajdziecie tutaj recenzje naszej załogi lub też takie które zostały podesłane przez Was. Jak sami na pewno zauważycie lista filmów jest najłagodniej mówiąc niepełna, dlatego też bardzo cenimy sobie Wasz wkład w jej uzupełnianie. Jeżeli jakiegoś filmu tu nie ma a powinien być to nie dlatego że nie uznaliśmy go za klimatyczny - po prostu nie da się zobaczyć wszystkiego.
Część okładek do filmów pochodzi z serwisu FILMWEB.pl

Szczerze mówiąc to nigdy nie pałałem specjalną miłością do współczesnych animacji komputerowych i to niezależnie czy były one skierowane do młodszych odbiorców, czy też do zaawansowanej wiekowo publiczności. Po prostu przesłodzona mieszanka patetycznych dialogów, płaskich dylematów moralnych, humoru niskich lotów oraz taniego efekciarstwa, całkowicie do mnie nie trafia i w skrajnych przypadkach objawia się bólem w dolnej części żeber (przysypianie obok pięknych dzierlatek z niewiadomych powodów straszliwie je irytuje i powoduje dość gwałtowną pobudkę, spowodowaną przez cios łokciem - nie polecam). Choć powoli ta, ograna już chyba od czasów braci Lumiere, tendencja zaczyna się zmieniać (choćby tegoroczna "Koralina i tajemnicze drzwi", gdzie przeciętnego widza nie traktuje się niczym rozwrzeszczanego małolata), to wciąż ciężko jest mi wydusić jakieś ciepłe słowo o tymże gatunku.
| ⇒ Menu | Zrecenzował © 2009 Zagłoba |

Wirus nieznanego pochodzenia niszczy 99 procent ludzi na ziemi. W przyszłości w roku 2035 atmosfera jest skażona więc ludzie mieszkają pod ziemią i prowadzą e t normalne życie.
Bo tak naprawdę wnioskując z pierwszych scen filmu atmosfera nadaje się do życia (widać niedźwiedzia, który nie jest jakimś mutantem ;]).
Nasz bohater 'James Cole' zostaje zesłany na 'ochotnika' do roku 1996 jednak przez pomyłkę naukowców trafia on do roku 1990 gdzie zostaje przywitany przez policjantów i uznany za szaleńca.
Po rozmowie z psychologiem również nie jest za ciekawie jednak udaje mu się uciec z... ale to pozostawię dla was.
Film jest niesamowity i ma bardzo dobrą fabułę. Zadaniem Jamesa jest odnalezienie próbki wirusa, ale wbrew pozorom jest to bardziej zagmatwane niż mogłoby się wydawać
[na początku jak wsponiałem trafia do więzienia, a później do zakładu psychiatrycznego...]. Kolejnym plusem jest świetna obsada Bruce Willis [James Cole], Brad Pitt [Jeffrey Goines]
oraz Madeleine Stowe [Dr. Kathryn Railly]. Jeśli chodzi o grę aktorską to Bruce nie pokazał nic nadzwyczajnego... chociaż najprawdopodobniej jest to wina Brada Pitta, który zagrał
niesamowicie i stworzył bardzo przekonującą postać [szaleńca oczywiście], która przyćmiła Bruce'a.
Godny polecenia film przypominający Random Encounter w Fallout 2 gdy nasz bohater cofał się do przeszłości i musiał zniszczyć water chip...
| ⇒ Menu | Zrecenzował © Scumgrief |

Ekranizacja głośnej powieści George'a Orwella. Jest przyszłość - rok 1984 (Disclaimer: Orwell napisał książkę w latach 1943 ÷ 1944, a wydał w 1949, kiedy wzrastała potęga ZSRR. Lata 80' wydawały się wtedy odległą przyszłością). W totalitarnym państwie Oceanii, gdzie społeczeństwo jest pod stałym nadzorem, wszechobecne ekrany telewizyjne nadają nieustannie ideologiczną propagandę Partii. Życie obywateli jest w 100% podporządkowane państwu, wszelka prywatność jest podejrzana. Zbrodnią jest nie tylko czyn, ale także słowo i myśl - wszyscy są nieustannie obserwowani, a wszechobecni szpiedzy i Kapusie (młodzieżowa organizacja w stylu dawnych harcerzy) donoszą o każdym podejrzanym ruchu Ministerstwu Miłości (organizacji policyjnej, kierującej także torturami). Winston Smith, niższy urzędnik w Departamencie Archiwów, w tajemnicy przed światem prowadzi dziennik, w którym zapisuje swoje wątpliwości, obawy i nienawiść wobec systemu. Uważa, że jest bezpieczny, gdyż wskutek nietypowej architektury pokoju jego teleekran (urządzenie będące zarazem TV jak i kamerą) nie jest w stanie zarejestrować wszystkiego, co robi. Wkrótce poznaje dwoje sprzymierzeńców: atrakcyjną Julię i tajemniczego O'Briena, który wprowadza ich w świat spiskowców, legendarnego Bractwa walczącego z Partią.
| ⇒ Menu | Zrecenzowała © Twickle |

Począwszy od Gwiezdnych Wrót, każdy nowy film w reżyserii Rolanda Emmericha oglądam w dniu lub też w pobliżu dnia premiery. Oczekiwania na Wielkie Kino przedstawiające Wielką Wizję wyczerpały się gdzieś w okolicach Dnia Niepodległości. Po prostu ten facet to nie James Cameron i tyle. W Emmerichowskim kinie za fasadą tajemnicy i "niespotykanego", kryje się szczątkowa fabuła zmielona z poprawnością polityczną oraz patosem, przywalona toną efektów specjalnych. Stany Zjednoczone zbawcą świata, angielscy żołnierze z wojny o niepodległość Stanów gorsi od nazistów z SS, jaszczurka zmutowana do wysokiego na kilkadziesiąt metrów potwora, jaskiniowcy z uzębieniem ładniejszym niż paryskie modelki, spadki temperatury powietrza dochodzące do minus 100 stopni Celsjusza? A czemu nie! Jeśli jakaś argumentacja uzasadniające takie motywy z filmów Emmericha zawiedzie, to zawsze pozostaje aksjomat, stosowany np. przez dwóch misiów z Bethesdy, tłumaczących czemu Fallout 3 jest jaki jest. No właśnie jest taki a nie inny, bo jakby był inny to by się to nie sprzedało.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Po co w ogóle powstał ten film (tytuł to imię bohaterki)? Oglądając go można dojść do wniosku, że chyba tylko po to by odtwórczyni głównej roli - Charlize Theron - biegając w obcisłych "majtach" mogła porobić sobie szpagaty w powietrzu, na ścianach i w ogóle (podobno aktorka podczas kręcenia filmu doznała kontuzji - komentarz jest tu chyba zbyteczny). Znaczy wiecie - Matrix taki.
I tak można by narzekać sobie, że całość filmu to w sumie taka "promocja" pięknego ciała tej aktorki (bo ogromny talent jaki ona posiada nie na wiele się w tym filmie
przydał), dopóki nie spojrzy się, kto brał udział w produkcji "Aeon Flux". To spółka należąca do telewizji MTV. Czyli wszystko jasne. Dostajemy przede wszystkim teledysk ubrany w zręby fabuły, a nie fabułę podaną w efektownym sosie.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Sqounk |

Akcja filmu rozgrywa się w przyszłości. Zniszczoną wybuchami atomowymi Ziemią rządzą cyborgi, które wygrały w walce z gatunkiem ludzkim i opanowały Ziemię. Jeden z nich, przeznaczony do eksterminacji ludzi, Omega Doom, po wypadku staje u boku nielicznych partyzantów, którzy usiłują przywrócić dawny ład...
| ⇒ Menu |

Armagedon to kolejny film, w którym Ziemi zagraża asteroida, podobna do tej, która zlikwidowała dinozaury. Tym razem naukowcy z NASA dzięki astronomowi - amatorowi dowiadują się , że za 18 dni w trzecią planetę od Słońca uderzy obiekt o wielkości Teksasu (swoją drogą czemu zawsze to musi być wielkość Teksasu, eh te amerykańskie jednostki długości ;p).
Z takim niebezpieczeństwem może poradzić sobie tylko jedna osoba - Bruce Willis, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Na niego oraz jego ekipę spadnie zadanie uratowania ziemi, jak zwykle odbędzie się to rutynowo i podobnie jak np. w Deep Impact. Misją głównych bohaterów będzie udać się na asteroidę i wykonać w niej odwierty, w których zostaną umieszczone głowice atomowe. Ich wybuch zmieni trajektorię lotu obiektu , dzięki czemu Ziemia zostanie ocalona. Oscar oczywiście należy się tej osobie, która wymyśliła, że w ciągu kilku dni da się przygotować dwa promy, załogę i cały sprzęt wiertniczy do takiej wyprawy.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Babylon AD to film nakręcony na podstawie powieści Maurice'a Danteka "Babylon Babies". Pierwotnie miał być jej adaptacją jednak bardzo szybko okazało się że przeniesienie 600 stron książki na wielki ekran jest w zasadzie niemożliwe - dlatego też wiele wydarzeń nie znalazło się w filmie a tytuł zmieniona z Babylon Babies na Babylon AD (w skrócie BAD ;p). Na uwagę zasługuje fakt iż jest to produkcja amerykańsko-europejska, co osłabiło hollywoodzki wpływ na fabułę. Budżet wysokości 60 milionów euro również miał w tej kwestii pozytywny wpływ - reżyser musiał liczyć się z każdym groszem przez co film uniknął przeróżnych szalonych i nierealnych efektów specjalnych tak charakterystycznych dla wysoko budżetowych produkcji.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Film nakręcony w formie miniserialu. Podzielony został na 4 części: Pomór, Sny, Zdrada i Bastion.
Jesteśmy u Kinga, jesteśmy na amerykańskiej prowincji, ale to nie jest seans realistyczny. Dość szybko z opowieści, która w warstwie zewnętrznej przypomina trochę pierwsze sceny słynnego katastroficznego technothrillera "Andromeda znaczy śmierć" wkraczamy w rasowy amerykański film drogi... W kojarzący się z "Twin Peaksem" Lyncha film o duchach, dziwakach i snach... W horror z Diabłem-Krukiem-Człowiekiem w roli głównej. W religijny film o męczennikach, którzy ruszają koncentrycznym marszem na bastion szatana - Las Vegas, by dać się tam ukrzyżować, zbawić siebie i świat...
Z tajnego wojskowego laboratorium wymyka się nieznacznie tylko zmutowany (podrasowany) wirus zwyczajnej grypy i w błyskawicznym tempie zaczyna zbierać niezwyczajne śmiertelne żniwo. Wojskowi zrazu kłamią, że nic się nie stało, próbują izolować chorych, zamykać teren zarazy, ale to się nie udaje. Prawda przebija się do prasy, do telewizji, wirus zabija także lekarzy i wojskowych. Natomiast nie zabija niektórych izolowanych przez nich osób, paru zamkniętych więźniów, zostawia w spokoju jakąś postrzeloną nimfomankę w małym miasteczku, jakiegoś wioskowego przygłupa, muzyka rockowego na dorobku, przystojnego niemowę, sędziego, malarza, szefa policji, szalonego podpalacza...>
| ⇒ Menu |

Recenzja w skrócie? Film głupi jak 150, zrobiony zapewne w celu zaszkodzenia nowozelandzkiemu przemysłowi hodowli owiec. Albo i na jego zlecenie. Pod warunkiem, iż przyjmiemy, że przedstawiciele tegoż mają specyficzne poczucie humoru.
Dwaj bracia, tragedia rodzinna spowodowana śmiercią ojca, który spadł ze skały w pogoni za uciekającą owcą. Starszy brat zostaje na farmie zajmuje się hodowlą owiec. Młodszy nabawia się panicznego strachu przed nimi, wyjeżdża do miasta i zostaje informatykiem. Któregoś dnia przyjeżdża do rodzinnego domu, po swoją część ojcowizny. Tymczasem starszy brat, korzystając z usług szemranej pani genetyk, zamierza przedstawić kontrahentom z całego świata super owcę wyhodowaną w równie szemranych eksperymentach. Plany krzyżuje pojawienie się nawiedzonych ekooszołomów...
Elementy postapo? Mutanty owce, niczym zombie pożeraj ludzi. Ci co nie zostaną pożarci do końca zamieniają się w owco-ludzi. Świat czeka inwazja owcombie...
Ani to straszne, ani to śmieszne. To nieporadnie zrobiony film pozujący, zwłaszcza w ostatnich scenach na kino z gatunku gore. Ten film to chyba jednak sabotaż...
Eee... Czemu jeszcze nie skończyłem tego pisać? ![]()
| ⇒ Menu | © 2009 Squonk |

Lekcja angielskiego, ilość osób na sali: 4 (w tym wykładowca), ekran opuszczony, klimat
prawie jak w kinie. A co leci? Moim zdaniem perełka kina: "Doktor Strangelove, czyli jak
przestałem się martwić i pokochałem bombę". Film zapowiadał się niewinnie. Oto szalony generał
wojsk amerykańskich wprowadza w życie plan awaryjny, wysyłając samoloty z bombami atomowymi w
głąb ZSRR. Każdy samolot otrzymuje inny cel do zniszczenia, a zawrócić może je tylko hasło
wymyślone przez owego generała. W kwaterze dowodzenia USA zbiera się rada, która ma zapobiec
nadchodzącej katastrofie. Wśród zgromadzonych znajduje się ambasador rosyjski oraz tytułowy
doktor Strangelove, były nazista. Zaczyna się narada, wyjścia z sytuacji nie widać, a czas
płynie. Na domiar złego okazuje się, iż niedługo automatycznie i całkowicie nieodwracalnie
uruchomi się tajemnicza Doomsday Machine, tak przerażająca, że informowani pocą się już na
samą myśl, co ich czeka. I w tym momencie do akcji wkracza tytułowy bohater, podpowiadając
wizję tyle nieprawdopodobną, co kuszącą... Jaka to wizja, sprawdźcie sami, warto. ![]()
| ⇒ Menu | © 2009 maYa |

Jeśli recenzje na Trzynastym Schronie byłyby opatrzone tytułami, to ta nosiła by nazwę "Obronić Doomsday". Lub też "Jak spieprzyć dobry pomysł na film". Czyli dobrze nie jest.
Na pierwszy rzut - czyli poprzez materiały promocyjne jakie w przypadku tego filmu były dostępne (także na naszym kanale YouTube -
trailer) - wydawać by się mogło, że dostaniemy mocny film osadzony w postapokaliptycznych realiach.
Czyli będzie - gdy trzeba to brutalnie, gdy trzeba to ostro. Apetyt widza mógł też zaostrzyć fakt, że za film wzięły się osoby z Wielkiej Brytanii. Czyli hollywoodzkiej sztampie i
banalności mówimy NIE!
A co dostaliśmy? W sumie takiego "cudacznego Frankensteina" - złożonego z klimatów i zapożyczeń znanych z "Mad Maxa", drugiej części "Obcego" oraz "Ucieczki z Nowego Jorku" - czasem wręcz
dosłownych. Ale nie to jest problemem tego filmu. Ale od początku.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Sqounk |

Film ten jest adaptacją powieści Rogera Zelaznego pod tym samym tytułem. Świat po III wojnie światowej. W skutek wybuchów jądrowych oś ziemi zmieniła swoje położenie, a Stany Zjednoczone zmieniły się w pustynię, nad którą góruje czerwone i radioaktywnie skażone niebo. Atak nuklearny przeżyło zaledwie kilku weteranów Lotnictwa USA: Denton (George Peppard), Tanner (Jan-Michael Vincent) i Keegan (Paul Winfield). Razem muszą przebyć drogę przez najbardziej skażone i niebezpieczne rejony kraju w nadziei, iż napotkają gdzieś resztki cywilizacji. Film ten jest niestety typowym przykładem kina SF klasy B tworzonego swojego czasu masowo w USA. Polecam wyłącznie najbardziej wytrwałym i odpornym na tandetę miłośnikom gatunku. Z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę rok produkcji. Ciekawostką dla fanów Fallouta może być to, iż bohaterowie w czasie swojej wędrówki napotykają gigantyczne skorpiony, czyżby Radscorpiony? ;)
| ⇒ Menu | Zrecenzował © Dudek |

Co Wy k...urde wiecie o RPA? Że w 2010 roku nasza drużyna piłkarska nie pojedzie na odbywające się tam mistrzostwa piłki nożnej? Że "źli" biali wprowadzili tam państwową segregację rasową, a dziś po zmianie sytuacji politycznej, od prawie 20 już lat tym krajem rządzi ta sama partia? Że tworzy go mieszanka złożona z wpływów osadnictwa holenderskiego oraz niemieckiego, kolonialnych władz Wielkiej Brytanii oraz całego afrykańskiego nawisu kulturowego, który wnosi murzyńska większość? Że mimo zmiany władzy, nie doszło do "powyrzynania" białej mniejszości, do czego przyczynili się tacy ludzie jak Nelson Mandela czy Desmond Tutu, choć rożne naziolstwo w swoich pisemkach udowadnia, że w RPA trwa "holocaust białej rasy"? Taka to scenografia jest miejscem akcji filmu "Dystrykt 9".
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Dzień sądu ostatecznego to kolejna już produkcja, w której świat stawia czoła zagrożeniu z kosmosu, a jednocześnie jedna z najgorszych jakie widziałem. No ale nie wyprzedzając faktów, 6 dni przed uderzeniem 23 kilometrowej asteroidy w ziemie naukowcy dowiadują się o jej istnieniu - pytanie co robili do tej pory pozostaje bez odpowiedzi. Oczywiście, by uratować ludzkość, trzeba użyć tajnej broni nuklearnej opartej na antymaterii , jak zwykle amerykanie mają coś takiego w swoim nuklearnym składziku. Pojawia się jednak problem, jedyną osobą, która posiada kody mogące uzbroić ładunek, jest niejaki doktor Corbett (zapewne to normalna praktyka w amerykańskim wojsku, że puszczą się ludzi wolno nie pytając o takie szczegóły jak kody do rakiety).
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Po wypadku spowodowanym jednoczesną detonacją rakiet nuklearnych Stanów Zjednoczonych I Związku Radzieckiego klimat Ziemi strasznie się zmienia. Zbiorniki wodne, oraz tamy zaczynają wysychać. Rząd wreszcie przyznaje, że wypadek spowodował zmianę orbity Ziemi. Jednak prawda jest znacznie gorsza. Na Ziemi wybucha panika, gdy okazuje się, że Ziemia podąża w kierunku Słońca.
| ⇒ Menu | Opis pochodzi z serwisu FILMWEB.pl
Podesłał go Mrok |

Naukowcy - jako dość specyficzna grupa społeczna - nie mają dużego szczęścia do przedstawiania swojego wizerunku w kulturze masowej, reprezentowanej przez kinematografię. Albo szalone świry, które szukają zemsty na świecie na za odtrącenie i pogardę - albo też zakręcone dziadki z rozwiana grzywą włosów, nie pamiętające nawet własnego imienia.
Jaka jest prawda? W filmie "Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia" (rimejk obrazu z 1951 roku pod tym samym tytułem) chyba dość mocno ją okazano. Na tyle, że ów obraz - co widać po reakcjach widzów - został całkowicie nie zrozumiany i odrzucony.
A kim są tu naukowcy? Może dość "okrutnie" to zabrzmi, ale prawdziwymi liderami światowej społeczności. Choć o znikomym wpływie na jej funkcjonowanie, oddanym na rzecz polityków, biznesmenów czy różnych medialnych graczy. Pogląd o wyjątkowej roli naukowców w społeczeństwie to jeden z głównych nurtów szeroko pojętej myśli fantastyczno naukowej, którą - czego nie ma ukrywać - tworzyli przecież sami naukowcy. Jak choćby Arthur C. Clarke czy Janusz A. Zajdel.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Jest rok 1997. Grupa uczniów liceum razem ze swoim nauczycielem astronomii prowadzi nocną obserwacje nieba. Jeden z nich zauważa nieznany obiekt. Ta ciekawa obserwacja trafia wkrótce do doktora Wolfa który jest naukowcem pracującym w obserwatorium astronomicznym. Po wpisaniu danych do komputera okazuje się że owy obiekt to tak naprawdę kometa - większa od tej która zniszczyła dinozaury. Nie było by nic w tym dziwnego gdyby nie kierunek w jakim zmierza z ogromną szybkością - ziemia. Mając świadomość wagi swojego odkrycia naukowiec pędzi by ostrzec władze - niestety ginie w wypadku samochodowym, co nie oznacza ze informacja nie trafia tam gdzie powinna.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Epidemia to jeden z lepszych filmów w klimatach, jakie nakręcono. Przedstawia iście przerażający scenariusz zabójczego wirusa, w tym wypadku Eboli, który błyskawicznie przemieszczą się drogą kropelkową, przeskakując z człowieka na człowieka. Zarażony z początku ma objawy przeziębienia, jednak po kilku godzinach zmieniają się one w rozległy krwotok, który po kilkunastu godzinach uszkadza narządy wewnętrzne, powodując śmierć. Za pomocą małpki (nie mylić z tą prezydencką ;p) przywiezionej z Afryki do sklepu zoologicznego, wirus pojawia się w małej miejscowości w Kalifornii, gdzie szybko wybucha epidemia. To co lekarze z początku mylnie biorą za grypę, szybko okazuje się czymś z czym nigdy wcześniej nie mieli do czynienia.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby świat po III Wojnie Światowej? Niektórzy mówią, że będzie to wojna ostateczna, po której ludzkość wyginie.
Film "Equilibrium", w reżyserii Kurta Wimmera odpowiada na swój sposób na to pytanie. Akcja dzieje się na początku XXI wieku, tuż po wojnie. Ludzie wyciągają wnioski ze
swojego postępowania i tworzą utopijne państwo - Librię, kierowane przez Ojca oraz Tetragrammaton. Jego mieszkańcy są pozbawieni uczuć (dzięki czemu
nie są skłonni do konfliktów, ale też miłości i współczucia), a to za sprawą "rewolucyjnego" wynalazku o nazwie Prozium, wstrzykiwanego dożylnie w równych odstępach
czasu. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie... rebelianci (Zmysłowcy), próbujący zakłócić harmonijny porządek nowego świata
(cała sytuacja wydać nam się może nieco śmieszna).
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Freeze |

"I zombiak może potrzebować miłości" - takie mogło by być główne motto tego filmu. Tym bardziej, że gdy ja dostanie, to odwdzięczy się tym samym. I to nawet bardziej niż żywi ludzie.
Zamiast Zimnej Wojny świat dostał wojnę z hordami zombie. Tajemnicze promieniowanie z kosmosu (a może jednak stali za tym czerwoni?) sprawiło, że umarli zaczęli ożywać, zmieniając się w spragnione ludzkiego mięsa bezrozumne bestie. Walka była straszna, ojciec zabijał syna, syn zabijał ojca - tym bardziej, gdy jeden albo drugi najnormalniej w świecie umarł. A potem powstał do żywych...
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Film dozwolony od lat 18. Jest to pierwszy film Lyncha. Należy do "midnight movies" - filmów puszczanych tylko w nocy w małych, tanich kinach.
Miejscem akcji jest Ziemia po wojnie nuklearnej. Wśród ruin żyją szczątki ludzkości starające się bez skutku odbudować cywilizację. Ludzie żyją wśród anomalii takich jak np. upieczone kurczaki ruszające nogami przy obiedzie. Deformacje występują tu wszędzie, dotykają ludzi i zwierząt po równo. Niedobitki ludzi żyją w samotności lub w niewielkich grupkach, wegetując z dnia na dzień. Młody chłopak, Henry Spencer, zakochuje się w sąsiadce, Mary. Jej rodzice są przeciwni temu związkowi, uważają, że młodzi nie powinni mieć dzieci. Dlaczego, dowiadujemy się już wkrótce: Mary rodzi potworka, dziecko przypominające skrzyżowanie człowieka z żółwiem i kurczakiem. Na początku opiekuje się nim, ale wreszcie, zmęczona nieustannym płaczem małego, wraca do rodziców. Nieszczęsny ojciec zostaje sam ze swoim obrzydliwym potomkiem, którym musi się zająć. Jednocześnie próbuje odkryć, kim jest zdeformowana kobieta z jego snów, śpiewająca słodkim głosem piosenkę o raju...
"Głowa do wycierania (...) rozgrywa się na granicy dwóch światów. Warstwa realistyczna podszyta jest (...) swoistą wariacją na temat wygnania z raju pierwszych ludzi, skazanych na biologiczną wegetację na ziemi. (...) Obecność wśród bohaterów niekształtnych istot, mutantów i chorych psychicznie można uzasadnić - niczym w popularnych komiksach o diabelskim spisku złego władcy - kaprysem bogów.
Niektórzy interpretatorzy tego filmu sądzą, że obserwujemy na ekranie groteskowy portret człowieka w ostatnim stadium delirium, któremu śni się, że jest torturowany przez obcych. Wolę inne wyjaśnienie. Jesteśmy marionetkami w rękach potworów - mówi Lynch. Na tym polega przewrotne, aczkolwiek banalne przesłanie jego filmu" - pisze recenzent "Kina".
| ⇒ Menu | Zrecenzowała © Twickle |

Nazywam się Robert Neville. Ocalałem i żyję w Nowym Jorku. Nadaję na wszystkich częstotliwościach AM. Będę na South Street Seaport codziennie w południe. Kiedy Słońce jest najwyżej na niebie. Jeśli tam jesteście... Jeśli ktokolwiek tam jest, mogę zapewnić pożywienie, mogę zapewnić schronienie, mogę zapewnić bezpieczeństwo. Jeśli ktokolwiek tam jest, ktokolwiek, proszę, nie jesteście sami.
W 2009 roku cudowny lek na raka, którym był zmodyfikowany przez człowieka wirus wymknął się spod kontroli i zmutował. 90% zakażonych umarło, pozostali przemienili się w krwiożercze potwory, a tylko 1% ludzi wykazywał odporność na wirusa (jednym z nich jest Dr Rober Neville). Epicentrum epidemii stanowił Nowy Jork, który natychmiast został objęty kwarantanną. Dr Neville pozostał w mieście, aby szukać szczepionki, która uratuje ludzkość.
© 2008 Zrecenzował Uqahs
O tematyce postapokaliptycznej jak o pogodzie - każdy ma jakieś pojęcie. Zwłaszcza gdy chodzi kinematografię - w której wysyp filmów o takiej tematyce obserwujemy od najgorętszego okresu zimnej wojny. Kto mógł (chciał) przekazywał tematykę nuklearnej zagłady w sposób bezpośredni - pozostali twórcy posiłkowali się inwazją istot pozaziemskich, wirusami lub najzwyklejszymi zombiakami.
W latach 90'ch w kinie zaczyna się renesans kina katastroficznego z elementami postapokalipsy. Na scenę ponownie wkracza ufolstwo (popularność serialu "Z archiwum X"), spadające meteory oraz wirusy. A ostanie lata - już w nowym wieku - pełne są kinowych premier filmowych z "zombiakami" w roli głównej.
| ⇒ Menu | © 2008 Zrecenzował Squonk |

Zanim zacznę omawiać film "Johnny poszedł na wojnę", skrobnę parę słów o jego twórcy - Daltonie Trumbo. Przeciętnemu zjadaczowi filmowego chleba, jego nazwisko nic nie powie, lub tez tylko mogło się obić o uszy. Smakoszom i to zarówno kina, ale też zimnowojennych klimatów, czy wreszcie muzyki, nazwisko tego filmowca da wiele informacji.
Dalton Trumbo był scenarzystą filmowym, a karierę rozpoczął w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Cieniem na jej rozwoju położyły się wydarzenia związane z antykomunistyczną histerią w Stanach Zjednoczonych, która wybuchła pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku. Samo podejrzenie, że ma się sympatie prokomunistyczne wystarczyły by być już uznanym za komunistę i agenta stalinowskiego ZSRR.
Całe te polityczne bagno oraz pogrywania "małych i zakompleksionych ludzi o krzywych paluszkach i nóżkach" musiało trafić także do środowiska filmowego. W 1947 roku Dalton Trumbo odmówił udzielenia odpowiedzi na pytanie o swoje sympatie / antypatie komunistyczne, co spowodowało wydanie zakazu pracy w przemyśle filmowym. W 1950 roku trafił na 11 miesięcy do więzienia, zaś po wyjściu z niego udał się na emigrację do Meksyku. Mimo to nadal pisał scenariusze, choć w filmach pojawiały się one podpisane różnymi pseudonimami. Zdjęcie z "czarnej listy" nastąpiło na początku lat sześćdziesiątych, a nazwisko Daltona Trumbo pojawiło się w takich produkcjach jak choćby słynny "Spartakus" Stanleya Kubricka.
| ⇒ Menu | © 2008 Zrecenzował Squonk |

Ludzkość skończy się w sposób "naturalny". Nie spadnie żaden meteor, nie przejdą po nas (zarazem nas jedząc) hordy głodnych zombiaków, nie wybuchnie żadna epidemia, a wojna atomowa nie będzie bezpośrednią (a tylko pośrednią) przyczyną końca. Po prostu będzie tak normalnie i po ludzku - przestaną przychodzić na świat nowi ludzie. Zacznie się od poronień, a po paru miesiącach okaże się, że żadna nowa kobieta nie zaszła w ciążę. Najmłodszy, żyjący obywatel Ziemi będzie jej największym bohaterem, kimś na kształt dzisiejszych celebrytów. Ludzkość zacznie wymierać, a przez świat zacznie przelewać się fala anarchii oraz zamętu. Jednym krajem, gdzie panuje jako taki porządek, jest Wielka Brytania, zalewana falami nielegalnych emigrantów, szukających w morzu zamętu, skrawka wytchnienia i normalności. Ale i przez te państwo zaczyna przetaczać się walec chaosu i walki między władzą a terrorystycznymi bojówkami, które oficjalnie walczą o prawa dla przybyszy a tak naprawdę o to samo co zawsze - czyli o władzę i wpływy.
| ⇒ Menu | © 2008 Zrecenzował Squonk |

Koniec lat 70 XX wieku. Rozpoczyna się bratnia interwencja wojsk radzieckich w Afganistanie, zespół Pink Floyd ponownie wkracza na szczyty list przebojów swym albumem "The Wall", tryumfy w światowej kinematografii święci obraz "Łowca jeleni" w reżyserii Michaela Cimino, a społeczeństwo ekscytuje się najnowszym osiągnięciem światowej techniki - "Walkmanem". W tych niewątpliwie interesujących czasach, debiutujący w roli reżyserskiej, George Miller na australijskich bezdrożach kręci film o tematyce motoryzacyjnej z domieszką klimatów futurystycznych. Przed sobą nie ma łatwego zadania. Kompletna zapaść kina australijskiego, bardzo skromny budżet (400 tys. dolarów australijskich, w dzisiejszych czasach większą gażę za jedną rolę inkasują gwiazdy kina) i ostra jak na tamte czasy konkurencja związana z tym gatunkiem, nie wróżyły dziełu jakiegoś wybitnie spektakularnego sukcesu. Jednak po raz kolejny potwierdziła się stara prawda mówiąca, że ogromne pieniądze czy inne przeciwności losu nie są ważne, gdy ma się dobry pomysł i odpowiednią pasję do jego skrystalizowania. Tak też się stało i w tym przypadku. Niejaki "Mad Max" przeszedł do legendy.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Zagłoba |

Tragiczna historia australijskiego policjanta i mistrza kierownicy w jednym, niejakiego Max'a Rockatansky'ego, rozprawiającego się na bezdrożach z siejącym terror i gwałt gangiem motocyklowym, zyskała słuszny poklask i uznanie międzynarodowej widowni. Po dość, co trzeba przyznać, zaskakującym sukcesie obrazu, jakim był "Mad Max", kwestią czasu była informacja o planach nakręcenia ciągu dalszego historii o twardym i nieustępliwym gliniarzu. "Wojownik Szos", bo tak brzmi podtytuł drugiej części, miał nam przynieść całkowitą zmianę scenerii i odświeżenie konwencji w gatunku kina motoryzacyjnego. Tym razem George Miller, który ponownie zasiadł na stołku reżyserskim, nie musiał martwić się skromnym budżetem (choć nadal nie była to astronomiczna kwota) i mógł spokojnie popuścić wodze fantazji, tworząc kino zarazem oryginalne jak i wyjątkowe.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Zagłoba |

George Miller ponad trzy lata kazał nam czekać na kolejny film traktujący o historii Maxa Rockatansky'ego - byłego gliniarza, wojownika szos, zmuszonego do wręcz syzyfowej walki o przetrwanie na niegościnnych, postapokaliptycznych pustkowiach Australii. W lipcu 1985 roku seria "Mad Max" doczekała się obrazu, jak się dziś okazuje, wieńczącego trylogię, która zapisała się złotymi zgłoskami w annałach światowej kultury, a przede wszystkim sztuki filmowej. Czas jednak płynął nieubłaganie, Max nie młodnieje, a kino motoryzacyjne powoli odchodzi do lamusa. Poprzednie części bardzo wysoko postawiły poprzeczkę, więc utrzymanie tytanicznego poziomu oraz ponowne stworzenie równie nietuzinkowego dzieła, łatwym zadaniem nie było i wymagało pewnych istotnych zmian. W ich wprowadzeniu miała pomóc współpraca z amerykańskim potentatem filmowym Warner Bros. oraz zaangażowanie George'a Ogilvie'a, który miał skoncentrować się na kreacjach aktorskich (czyli jednej z największych bolączek serii). Jaki skutek odniósł ten niezwykły mariaż?
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Zagłoba |

MATRIX... Czymże jest ów tytułowy MATRIX? Sam film jest dość ciekawą wizją przyszłości, opowiada o wybrańcu (skąd my to znamy ;-)), który ma wyzwolić ludzi... pewnie zapytacie z czego ma ich wyzwolić. Ano z tytułowego MATRIXA. Wybraniec ten nosi imię Neo, hacker nocą i Thomas Andersen, pracownik znanej firmy komputerowej za dnia. W dzień jest wzorowym obywatelem podczas gdy w nocy na wszystkie możliwe sposoby próbuje odnaleźć człowieka o imieniu Morfeusz i poznać odpowiedz na pytanie: "Czym jest MATRIX?". Pewnej nocy podążając za białym królikiem ;-) spotyka Trinity. Następnego dnia w jego pracy zjawia się troje dziwnych mężczyzn w asyście policji, lecz chwile przed tym kurier dostarcza Panu Andersenowi telefon. Neo ze zdziwieniem stwierdza iż rozmawia z Morfeuszem którego od tak dawna poszukuje... niestety "agenci" pojmali Neo. Bohater budzi się w domu nieświadom czy przesłuchanie było jawą czy snem. W chwile po przebudzeniu odbiera telefon i umawia się z Morfeuszem na spotkanie. Podczas spotkania Morfeusz daje rozmówcy dwie pigułki z informacją iż jeśli zażyje czerwoną pozna prawdę. Neo robi to bez wahania, by po chwili obudzić się w realnym świecie. Po pewnym czasie "rekonwalescencji" Neo dowiaduje się iż świat w którym żył dotychczas był tylko bardzo zaawansowanym programem komputerowym stworzonym po to ażeby zamienić ludzi w baterie, a on sam jest wybrańcem który ma wyzwolić wszystkich ludzi z MATRIXA.
Akcja w "MATRIXIE" dzieje się w 1999 r. podczas gdy realnie jest gdzieś około 2199r. Film jest jak wspomniałem ciekawą wizją przyszłości. Przewiduje "zniewolenia" ludzi przez maszyny które sami stworzyli A nie zagładę ludzi poprzez wojnę z wykorzystaniem broni masowego rażenia. Poniekąd ten film podejmuje problem dążenia do stworzenia idealnej maszyny, maszyny myślącej, wyciągającej wnioski. Niestety dążenie jest tak "bezmyślne" iż nie przewiduje możliwości zwrócenia się owej maszyny przeciwko ich twórcom. Podsumowując ludzie w MATRIXIE nieświadomi są rzeczywistości, no może niewielka grupka ludzi "wolnych stara się wyzwolić resztę ludzi. Pragną aby ludzie byli tym czym byli kiedyś, a nie tylko "bateriami" dla maszyn które stworzyli. Do wyzwolenia ma doprowadzić wybraniec, Neo, lecz czy mu się to uda? Czy może maszyny znajdą sposób na zniweczenie planów ruchu oporu...?
| ⇒ Menu | Zrecenzował © Hammer |

Główny wątek filmu dotyczy wiadomości odebranej z Ozyrysa (chodzi o film "Ostatni lot Ozyrysa" z "Animatrixa"). O co dokładnie biega? Do Zionu, czyli ostatniego miasta ludzi zbliża się ćwierć miliona bezlitosnych maszyn, by je zniszczyć. Na domiar złego Smith (agent zniszczony w "Matrixie") powrócił i ma zdolność kopiowania. Jednocześnie obserwujemy w filmie apogeum możliwości głównego bohatera. Walka z agentami to dla niego bułka z masłem, ma też prorocze sny oraz zdolność odczuwania Strażników w rzeczywistym świecie.
Strona aktorska to atut "Matrixa...". Ilość gwiazd robi wrażenie (Monica Bellucci, Laurence Fishburne, Hugo Weaving, Keanu Reeves, Carrie-Anne Moss i inni). Reeves doskonale czuje się w roli Wybrańca, jego energia wręcz emanuje. Razem z Trinity tworzą wzorowo dobraną parę, dodając sprytnie wpleciony wątek miłosny.
| ⇒ Menu | © 2009 FreeZe |

W 1999 roku, po premierze filmu "Matrix" zaczęło się lekkie szaleństwo z tym związane. Wizja braci Wachowskich opowiadała programie komputerowym, imitującym doskonale nasz świat, mającym na celu kontrolę nad nieświadomymi niczego ludźmi. Wszystko to było wynikiem wynalezienia przez człowieka Sztucznej Inteligencji, co zaowocowało w końcu wojną z maszynami. Wielu zastanawiało się po obejrzeniu pierwszej części, czy i my nie jesteśmy robieni w 'bambuko', a całe nasze życie to jedna wielka mistyfikacja. Na to pytanie niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć, ale zrecenzuję wam ostatni z filmów stanowiących trylogię braci Wachowskich czyli ,"Matrix Rewolucje" i być może skłonię do głębszych rozważań. Przed obejrzeniem go (i przeczytaniem tego tekstu) radzę zapoznać się z poprzednimi odsłonami, aby wszystko zebrać w logiczną całość i cieszyć się "pełnią smaku".
| ⇒ Menu | © 2009 FreeZe |

Mgła to ekranizacja powieści Sthepena Kinga o tym samym w tytule. Małe miasteczko w stanie Main nawiedza niezwykle silna nawałnica, która uszkadza wiele domów. Nazajutrz po niej większość mieszkańców udaje się do pobliskiego supermarketu, by zakupić potrzebne do naprawienia szkód rzeczy. Niespodziewanie nadchodzi bardzo gęsta mgła, w której czają się nieznane stworzenia. Ludzie w sklepie szybko zdając sobie sprawę, że wyjście na zewnątrz oznacza śmierć - zostają uwięzieni.
Film w dużej mierze koncentruje się na socjologicznym aspekcie opisanej powyżej sytuacji, chociaż ludzie zdają sobie sprawę, że żeby przetrwać muszą współpracować ze sobą, to strach i panika bieżę nad nimi górę, a takie silne emocje muszą się na coś ukierunkować, gdzieś znaleźć ujście. Dochodzi do podziału na tych, którzy patrzą pragmatycznie i racjonalnie na sytuację (trzeba się ufortyfikować, trzeba zdobyć niezbędne zapasy) i na tych, którzy nie umiejąc poradzić sobie z rozwojem wypadków i zaczynają szukać winnych, kozłów ofiarnych. Co więcej dochodzą do wniosku, że mają do czynienia z wolą bożą, karą za grzechy - duże brawa w tym aspekcie dla aktorki Marcia Gay Harden, która stworzyła postać , którą szczerze można nienawidzić. Mgła w dużym stopniu pokazuje jak wielce nie różnimy się od naszych przodków żyjących przed wiekami, jak niewiele nam potrzeba by uwierzyć, że Bóg oczekuje od nas składania ofiar - rozwój cywilizacji wcale tak bardzo nas nie zmienił.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Nie czytałem książki Jose Saramago pod tym samym tytułem, więc nie mogę stwierdzić czy film spełnia warunki zgodności. Lub po prostu "co autor miał na myśli" i czy zostało to w filmie pokazane. Stąd mogę sobie roboczo założyć, ze Saramago chciał w swojej książce zamodelować zachowanie grupy ludzi, by pokazać ich odwieczne wady i przywary. A do takich przedsięwzięć w sam raz nadaje postapokalipsa - zamykamy grupę ludzi w ograniczonej powierzchni, robimy im źle i obserwujemy jak w takich warunkach dają sobie radę. Greps oklepany do bólu. Jednak gdy sceną jest cały świat, a "aktorami" cała ludzkość, to zaczyna być ciekawie. No jak (z reguły) w całym postapo. Zostawmy jednak książkę portugalskiego noblisty w spokoju i zajmijmy się filmem.
Adaptacja "Miasta ślepców" - gdy spojrzymy na nią z dystansu - może wydawać się idealnym filmem w "klimatach". Zawiera bowiem dokładnie wydzielone elementy preapokalipsy, apokalipsy oraz postapokalipsy.
| © 2009 Zrecenzował Squonk |
Film z 2008 roku, w reżyserii Fernando Meirellesa, na podstawie powieści laureata nagrody Nobla José Saramago. Historia okazuje się rozbudowaną przypowieścią z uogólnionymi postaciami, nienazwanym miastem. Wspomniane miasto nawiedza epidemia ślepoty. Pierwsza ofiara (Yusuke Iseya) ślepnie w samochodzie, blokując ruch uliczny. Widzimy, jak ludzie potrafią żerować na cudzym nieszczęściu i Japończyk traci samochód, na szczęście ktoś pomaga mu dotrzeć do domu. Jego żona, grana przez śliczną Yoshino Kimurę jedzie z nim do lekarza. Tak zaczyna się przypowieść o nieczułości, wykorzystywaniu słabszych, ale też o nadziei.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Wrathu |

Wojna jądrowa, która ogarnęła Ziemię, nie wyłoniła zwycięzcy. Pod ukrytą w górach betonową kopułą przebywa kilkaset uratowanych osób. Wegetują w koszmarnych warunkach oczekując na cudowne ocalenie przez kosmiczną Arkę, która w rzeczywistości jest tylko wymysłem grupki sprawującej władzę.

"Otchłań" to najbardziej ambitny i niosący największy antywojenny przekaz film Jamesa Camerona. Film, który w roku premiery - 1989 - mógł być protestem przeciwko Zimnej Wojnie (podobnie jak i "Terminatory" tego reżysera). Nie został jednak doceniony na tyle, na ile zasługiwał i w sumie był niezrozumiany. Przyczyniło się do tego drastyczne okrojenie filmu przez producentów, robiące z niego poniekąd sensacyjną papkę a nie dzieło zmuszające widza do zastanowienia się nad tym, że Ziemia nie jest jego prywatną własnością, którą można zatruć bądź spalić w atomowym ogniu wojennej pożogi.
James Cameron z prac nad tym filmem wyniósł bolesną ale w sumie pożyteczną naukę. Jego późniejsze dwa filmy, które możemy śmiało zaliczyć do postapokaliptycznych bądź ocierających się o takie klimaty, czyli "Terminator 2" i "Prawdziwe kłamstwa", to filmy ze scenariuszem mającym silny przekaz, ale też z dużym naciskiem położonym na rozrywkę i produkcyjny rozmach. Jednak ta imponująca oprawa często przysłania sens tego co Cameron zawsze starał się przekazać w swoich najsłynniejszych filmach - że wojna atomowa będzie złem i ostateczną zagładą ludzkości. I to nie ważne kto i jak ją wywoła.
Prawdziwy sens filmu "Otchłań" dostarcza nam dopiero jego reżyserska wersja. Rozgrywka między Stanami Zjednoczonym a Związkiem Radzieckim, w którą zostaje wplątana załoga podwodnej stacji badawczej, zostaje skonfrontowana z narastającym na "powierzchni" światowym kryzysem politycznym. Gdy wojna (nawet i atomowa) wisi na włosku, do rozgrywki włącza się siła, która zamieszkuje Ziemię od wielu set tysięcy lat. Ludzka cywilizacja ma zostać "spłukana" z powierzchni poprzez potężne fale - wywołane przez te istoty. Jednak mimo, że ludzie mają wkodowaną w geny chęć autodestrukcji, to obok niej jest również poświęcenie. I to ono okaże się tym co - nazwijmy to może trochę patetycznie - uratuje świat.
| ⇒ Menu | © 2008 Zrecenzował Squonk |

Gdyby Roland Emmerich (reżyser "Pojutrze") nakręcił "Krzyżaków", dostalibyśmy film w którym po stronie polsko - litewskiej w bitwie brały udział wielkie orły, zaś za Krzyżakami stały by ziejące ogniem smoki. Król Władysław Jagiełło co rusz rzucał by myśli o demokracji i potrzebie współpracy między uciemiężonymi narodami. Zaś wielki mistrz krzyżacki posiłki zapijałby w pucharu zrobionego z czaszki małego dziecka. Jednym słowem uproszczona, biało - czarna historia, w sam raz na przyciągniecie i zainteresowanie odbiorcy jakim jest przeciętny nastolatek żyjący w świecie jutuba, hip-hopu czy innych rijano-dodo-bijonsów.
Coś pominąłem? No tak! Zapomniałem o pasiasto - gwiaździstej fladze Stanów Zjednoczonych, która musiała by pojawić się w co najmniej kilku ujęciach filmu.
Na szczęście Roland Emmerich (co ciekawe to obywatel Niemiec) kręci filmy Stanach a nie w Polsce, dla odbiorcy amerykańskiego a nie z Polski. I co jakiś czas możemy zmierzyć się z jego dokonaniami. To kino efektowne, barwne, z ciekawymi pomysłami, ale zalewane tonami patosu o większym bądź mniejszym ciężarze gatunkowym. W jego filmach USA jest gnębione przez kosmitów, zmutowane jaszczurki czy psychopatów w mundurach żołnierzy angielskiej armii. A jak nie USA to ludzie pierwotni walczący z faraonami pochodzącymi z kosmosu...
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Rok 1984 był niewątpliwie okresem przełomowym dla pewnego pisarza z Baltimore i dla całego gatunku techno-thriller. To właśnie wtedy w amerykańskich księgarniach zadebiutowała książka "Polowanie na Czerwony Październik", która w okamgnieniu stała się bestsellerem i na dobre wypromowała powyższy gatunek, będących genialnym połączeniem thrillera szpiegowskiego, powieści wojennej i science fiction. Tom Clancy zaskarbił sobie serca milionów czytelników oraz zyskał międzynarodową sławę dzięki precyzyjnemu odwzorowaniu militariów (autor gęsto sypie z rękawa fachową terminologią, ale i jest ona zrozumiała dla laików), gdzie technologia wojskowa gra pierwsze skrzypce, a inteligentny wątek fabularny nie pozwala oderwać się od książki, aż do ostatniej stronicy.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Zagłoba |

Projekt: Monster to niezwykle ciekawa produkcja z 2008 roku, która przeszła nam koło nosa - a szkoda, bo jest naprawdę dobrym i oryginalnym filmem. Kilka lat temu, w wyniku kontrowersyjnego BlairWitch Project, do głównego nurtu kina na dobre wkroczył styl nagrywania filmu z perspektywy operatora - podręcznej kamery. Ma on swoje ograniczenia, ale też bardzo interesujące zalety, takie jak tworzenie złudzenia realizmu praktycznie od pierwszych scen danej produkcji. Tak czy siak, od czasów mrocznej prawdy o wiedźmie Blair, nie powstała właściwie żadna warta uwagi produkcja zrobiona w ten sposób, aż do opisywanego w tej recenzji tytułu.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Resident Evil: Extinction (Resident Evil: Zagłada) to trzecia cześć cyklu dość luźno opartego na serii gier pod tym samym tytułem.
W pierwszej części w wyniku sabotażu jednego z pracowników korporacji Umbrela w ukrytym pod miastem Raccoon City laboratorium o kryptonimie Ul dochodzi do uwolnienia się wirusa T. Wirus ten zamienia ludzi i zwierzęta w mordercze zombie oraz może wywoływać silne mutacje. Główni bohaterowie mają za zadnie zinfiltrować Ul, zbadać co się stało i wyłączyć główny komputer. Oczywiście po drodze muszą pokonać hordy nieumarłych, byłych pracowników laboratorium.
Część druga rozgrywa się już w samym Raccoon City. Mieszkańcy zostali zainfekowani wirusem T. Korporacji Umbrela nie udało się zatrzymać wirusa w Ulu i teraz odcinają od świata całe miasto. Jednocześnie wysyłają do niego jednostki specjalne mające opanować sytuację. Gdy próby likwidacji zainfekowanych nie dają rezultatu korporacja porzuca swoich żołnierzy i postanawia wykorzystać miasto jako poligon doświadczalny dla swojego nowego projektu.
I wreszcie część trzecia. Mimo zniszczenia miasta wirus wydostaje się z obszaru kwarantanny i w ciągu kilku miesięcy rozprzestrzenia się na cały świat. Nie będę zdradzał szczegółów fabuły gdyż film jest w miarę świeży i może ktoś jeszcze zechce go obejrzeć. Warto jednak wspomnieć, iż wirus T ujawnił swoje nieznane właściwości. Mianowicie spowodował wyschnięcie jezior i rzek w skutek czego Ziemia zmieniła się w wielką pustynię.
| ⇒ Menu | © 2008 Zrecenzował Michu |

Lata po upadku cywilizacji ludzie wegetują na granicy barbarzyństwa. Jedyną rozrywką w okrutnym i ciężkim życiu pozostała brutalna gra (zwana po prostu The Game) będąca połączeniem amerykańskiego footballu i walk gladiatorów. Sallow (Rutger Hauer) kiedyś był jednym z najlepszych - grał w Lidze Red City, będącej marzeniem każdego Juggera (tak właśnie nazywają się zawodnicy), a teraz jest kapitanem małej wioskowej drużyny, która po zdobyciu nowej zawodniczki (Joan Chen) powoli zaczyna odnosić sukcesy. Jak się łatwo domyślić, akcja filmu kończy się powrotem Sallowa i jego drużyny do Red City.
Film ten naprawdę zasługuję na uwagę i zdecydowanie wybija się ponad poziom klasycznych post-apokaliptycznych filmów SF klasy B, zarówno pod kątem obsady, jak i scenografii czy fabuły. Warto wspomnieć, że reżyser David Peoples jest współautorem scenariuszy do takich filmów jak: Blade Runner czy 12 Małp. W filmie w yraźnie widać inspiracje Mad Maxem 2, co jednak wychodzi mu na dobre. Z ręką na sercu polecam każdemu fanowi post-apokaliptycznego SF, jak dla mnie film ten ma drugie miejsce zaraz po Mad Maxach.
| ⇒ Menu | Zrecenzował © Dudek |

Poddani hibernacji Maks i Albert budzą się po 50-ciu latach - po katakliźmie wojny nuklearnej - w podziemnej stechnicyzowanej społeczności, złożonej z samych kobiet. Są dla nich obiektami archeologicznymi, ale stanowią zagrożenie erotyczne w świecie, gdzie dzięki dzieworództwu mężczyźni stali się niepotrzebni. Mając do wyboru zmienić płeć lub zginąć, Albert i Maks postanawiają uciekać. Błyskotliwa i finezyjna komedia, mająca ogromne powodzenie w kinach. "Srebrne Lwy Gdańskie" FPFF Gdańsk 1984.
⇒ Menu
Nastał rok 2139. Wojny atomowe i klęski ekologiczne zmieniły Matkę Ziemię w zdewastowaną i toksyczną planetę. Miasta są przeludnione. Narkotyki i broń można kupić w sklepie na każdej ulicy. Rośnie fala przestępczności. Na gruzach Nowego Jorku powstała wielka metropolia zwana Mega City One. Mieszkańcy bronią się przed chaosem bezprawia ustanawiając radykalny system wymierzania sprawiedliwości. Policja, sądy i prokuratura zjednoczyły swe działania. Kryminalistów i zbrodniarzy ścigają Sędziowie. Kiedy kogoś dopadną wolno im na miejscu go osądzić, wydać wyrok i wymierzyć karę. Jednym z najlepszych strażników jest Sędzia Dredd (Stallone) - bezwzględna perfekcyjna maszyna do likwidacji wyrzutków społeczeństwa. Działalność sędziów nie wszystkim się podoba, dlatego też Dredd zostaje wrobiony w morderstwo i...
| ⇒ Menu | Opis pochodzi z serwisu FILMWEB.pl Podesłał go Mrok |

Proza Toma Clancy'ego wraz z historiami członka CIA Jacka Ryana (który ma tego pecha, że dość często powie jedno słowo za dużo lub znajduje się nieodpowiednim miejscu, przez co wplątuje się w nie lada kłopoty), to jeden z ulubionych materiałów hollywoodzkich producentów filmowych. Nie może to dziwić, gdyż powieści pisarza rodem z Baltimore to autentyczne perły gatunku techno-thriller i doskonałe materiały na dobry film, które swą inteligentną i trzymającą w napięciu fabułą mogą przyciągnąć do sal kinowych rzesze widzów - poczynając od czołowych malkontentów kinematografii, a kończąc na niedzielnych kinomaniakach. Wprawdzie Ryan nie zyskał takiej sławy jak dwaj jego inni koledzy po fachu, efekciarski James Bond czy pomylony Austin Powers, to mimo wszystko zdobył sympatię widzów i jego przygody doczekały się już czterech ekranizacji.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Zagłoba |

Tajemnicą poliszynela jest, że kuluarami w możnych willach hollywoodzkich potentatów filmowych rządzi jedna i na dodatek wyjątkowo zmienna dziewka - moda. Nie trzeba mieć umysłu Einsteina lub zmysłów tropicielskich Holmesa, aby dojść do tego logicznego wniosku. Wystarczy pobieżnie przeanalizować historię premier filmowych, pochodzących prosto z planów "Fabryki Snów". Swego czasu mieliśmy powrót do starożytno-średniowiecznych klimatów, który zapoczątkował sukces kasowy "Gladiatora" Ridley'a Scotta. Potem przyszedł czas na reanimacje i odkurzenie dawnych bohaterów - Johna McClane'a, Rambo, Dr Henry'ego Jonesa czy Terminatora. Natomiast obecnie panuje mocny trend na ekranizacje czegokolwiek związanego z komiksem, co nie jest wcale szokującą informacją, patrząc na pieniądze jakie przyniósł niejaki "Człowiek-pająk" czy "Człowiek ze stali". Co interesujące, tym razem bogacze hollywoodzcy ochoczo dają pieniądze również tym reżyserom, którzy czerpią inspiracje z tytułów może mniej popularnych, ale równie klasycznych i skłaniających do głębszych refleksji.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Zagłoba |

Historia tytułowej Tank Girl sięga 1988 roku, kiedy dwóm Brytyjczykom udało się opublikować stworzony przez nich niesamowicie zwariowany komiks. Umieścili oni swoją bohaterkę na wzorowanej na Wojowniku Szos wyjałowionej pustyni, dali jej zamiłowanie do niebezpieczeństwa, broni, czołgów oraz kaskaderskich popisów i dodali do towarzystwa grupę zmutowanych pół-ludzi, pół-kangurów... Wstęp ten powinien przygotować potencjalnego odbiorcę na poziom szaleństwa, jakiego doświadczyć może w trakcie seansu, a jeśli nie, to nie moja wina - ja ostrzegałem.
| ⇒ Menu | © 2010 Zrecenzował Jim Cojones |

Najgorszą rzeczą podczas kinowego pokazu filmu "Terminator: Ocalenie" była... grupka fanbojów, zacieszająca przed pokazem wszystkie "ciekawe" wieści ze światka fandomu. Zero taktu, zero kultury by stulić japę. Natomiast w wielkim podnieceniu, głosem przemądrzałych bubków z bogatych domów wyłuszczać swoje racje pozostałym kolesiom, a przy okazji reszcie sali. Dlatego też, jeśli w przyszłości powstanie kontynuacja historii z najnowszego "Terminatora", to pewnie tylko takie osoby jak ci fanboje zrozumieją o co tu jeszcze chodzi. Bo najnowsza odsłona cyklu jest jak pińcset halfansty sezon lostów, prizonbrejków czy innego kuriozalnego dziełka telewizyjnego, które mnoży na siłę kolejne wątki a nie zamyka stare. Byle tylko producenci nie stracili możliwości nakręcenia kolejnej części filmu, nowego serialu albo chociaż wydania gry. Ale od początku...
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Wszyscy wychowaliśmy się na filmach Disneya - Król Lew, Alladyn, Pocahontas, czy krótkie kreskówki o przygodach myszki Miki i Kaczora Donalda to produkcje, które bawiły i uczyły kolejne generacje. Cała magia tych filmów kryła się w ich jakoś i postępowości - wysoka jakoś obrazu, bohaterowie, którym głos podkładali znani Hollywoodzcy aktorzy, utwory największych gwiazd muzyki, to wszystko połączone za sobą tworzyło te wspaniałe obrazy. Wytwórnia Disneya kontynuuje tą tradycje w swoim najnowszym dziele - Wall-em.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Ostatnie lata to prawdziwy wysyp filmów o super bohaterach. Był Batman, Superman, Spider Man, Punisher itd. Wszystkie prezentowały się jako mniej lub bardziej udane kino akcji nastawione na to, by spędzić czas łatwo i przyjemnie, bez zmuszania siebie do zbytecznych przemyśleń. Były też oczywiście produkcje, które pozytywnie zaskakiwały jakością i klimatem, choćby Sin City. I to właśnie tej produkcji najbliżej Watchmenowi, ekranizacji komiksu z 1985 roku, autorstwa Iana Moore'a i Dave'a Gibbonsa. Samego komiksu nie czytałem, powszechnie jednak uważa się go za ostatnie arcydzieło nowoczesnej sztuki narracyjnej, które dokonuje rewizji mitów kultury.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

Nuklearne postapo! Haa!!! Dam radę, co to dla mnie! Wystarczy skórzana kurtka z urwanym rękawem, obrzyn w łapie, a jak się poszczęści to szybko odnajdę Pancerz Wspomagany i jakoś to będzie. Promieniowanie, głód, choroby - to mały pikuś - kiedy nagrałem się w Fallouty i odbębniłem parę spotkań w rilu, ćwicząc swoje umiejętności przetrwania na Pustkowiach przy piwie i ASG.
Te standardowe poglądy przedstawiają stereotypowy styl myślenia pokutujący u masowego odbiorcy klimatów postapokaliptycznych. Istniejąca blokada mentalna, wyrzuca poza obręb wszystko to co nie można podpiąć pod kozacko - zawadiackie schematy rodem z Falloutów, Maksów czy Terminatorów.
A jak będzie naprawdę? Normalnie, zwyczajnie, nijako wręcz bo bez wielkich fajerwerków i imponującej oprawy. Tak jak w filmie "When the Wind Blows".
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Samolot ewakuujący dzieci po wybuchu III wojny światowej ulega katastrofie u brzegów bezludnej wyspy. Wśród ocalałych są wyłącznie chłopcy w wieku od 6 do 12 lat. To cywilizowane, dobrze ułożone dzieci, które wkrótce założą społeczeństwo oparte na prawie przemocy. Mechanizm znikczemnienia jest głęboki i przerażający; gdy w końcu na wyspę przybywają niosący pomoc dorośli, tylko jeden z rozbitków zechce wrócić do dawnego ładu organizacji społecznej.
Film jest adaptacją głośnej powieści Williama Goldinga, laureata Nagrody Nobla. Uznano, że pisarz zdaje się pokazywać, że demokracja jest wytworem kultury, zaś skłonność do totalitaryzmu jest organiczną częścią ludzkiej natury. Krytycy interpretowali książkę Goldinga i film Petera Brooka wieloznacznie: jako antropologiczną opowieść o konstrukcji społecznej i micie ofiary; jako dzieło o istocie sakralnego morderstwa; jako opowieść o upadku człowieka poprzez wyzbycie się wegetarianizmu i uwikłanie w spożywanie mięsa (od Raju do kultury); widziano w filmie analizę powstawania społeczeństw totalitarnych opartych o lęk; uznawano, że obaj twórcy ujawniają proces pozbywania się tożsamości (symboliczne założenie masek) i uciekania od odpowiedzialności. Pisano także, iż w węższej perspektywie dzieła pokazują, czym jest dziecko jako nieukształtowana osoba i czym jest natura w odniesieniu do pojęcia zła. Golding mówił: "Zawsze odnosiłem wrażenie, że dzieciństwo jest chorobą, z której się wyrasta; że dzieci są chyba skazane na smutek, ponieważ są dziećmi i dopiero w wieku dojrzałym mają szansę jego uniknięcia". Tym samym Golding sytuował dzieci bliżej Natury. J.J. Rousseau widział w Naturze samo dobro, film i powieść zwracają się przeciw utopiom zbudowanym na wierze w pierwotną dobroć natury ludzkiej. "Zrozumiałem - mówi pisarz - ile głupoty tkwi w naiwnej, liberalnej i prawie jak z Rousseau teorii głoszącej, że człowiek jest zdolny do perfekcji, jeśli zostawić go samemu sobie."
⇒ Menu
W bliżej nieokreślonej przyszłości, po stopnieniu wiecznych lodów na obu biegunach cała ziemia zostaje zalana przez wodę. Ludzie mieszkają w przedziwnych konstrukcjach na wodzie, poruszają się barkami, łodziami. Wierzą jednak, że gdzieś pozostał jeszcze suchy ląd i marzą o dotarciu do tego mitycznego miejsca. Źródłem nadziei jest mała dziewczynka i mapa wytatuowana na jej plecach. Przez przypadek los jej i jej opiekunki Helen zostaje połączony z losem dziwnego mutanta (ma wykształcone skrzela!), handlarza ziemią (najcenniejszym towarem zatopionego świata), który nie ma imienia, jak sam twierdzi, by "śmierć go nie odnalazła". Ale nie tylko oni szukają lądu w Wodnym Świecie.
Waterworld nie odniósł sukcesu kasowego. Pomimo oryginalnego pomysłu i dobrego wykonania technicznego film raczej rozczarowuje hollywoodzką fabułą i cukierkowym happy endem. Na jego podstawie powstała książka, niestety niewiele lepsza od pierwowzoru.
| ⇒ Menu | Zrecenzowała © Twickle |

Historia zagłady cywilizacji ziemskiej zaatakowanej przez kosmitów z Marsa. Mieszkańcy Marsa wyruszają, aby podbić Ziemię. Niszczą przy tym wszystko co staje im na drodze. Broń wymyślona przez ludzi nic nie może im zrobić, wszelkie sposoby ataku zawodzą wobec Marsjan, a żadna ziemska ochrona nie stanowi dla nich przeszkody. Jak się okazuje, Marsjanie mają bardzo prozaiczne cele, dla których podejmują inwazję, to jest konsumpcyjne. Kiedy wydaje się, że już wszystko stracone, pomoc nadchodzi z najmniej spodziewanej strony... Tragedia widziana jest oczami głównego bohatera, który wobec szalejącej zagłady stara się odnaleźć żonę i... przeżyć! Wizja Wellsa, uważanego (tuż obok Verne'a) za ojca Science Fiction, dzisiejszemu widzowi może się wydać mocno naiwna, a temat atakujących kosmitów mocno oklepany (występuje on m.in. w "Dniu Niepodległości" oraz wyśmiewającej "kosmiczne" schematy komedii "Marsjanie Atakują"), jednak zapoznać się warto, bo... to po prostu klasyka. Ponieważ książka jest napisana mało porywającym stylem i dla większości z nas może być ciężka do przetrawienia, warto zapoznać się chociaż z filmem, który w 1954 otrzymał Oscara za efekty specjalne. Warto dodać, że na motywach powieści Wellsa powstała także w 1981 roku rodzima produkcja Piotra Szulkina pt. "Wojna Światów - następne stulecie".
| ⇒ Menu | Zrecenzowała © Twickle |

Film dozwolony od lat 18. Za czasów PRL należał do tzw. "półkowników" - filmów zakazanych przez cenzurę.
Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości. 8 grudnia 2000 roku jest dwunastym dniem pobytu Marsjan na Ziemi. Przybysze z Marsa poprzez telewizję i posłusznych im ludzi organizują powszechny obowiązek oddawania krwi na rzecz karłowatych "gości" z Marsa, którzy odżywiają się krwią ludzką. Naczelne hasło brzmi: "To my tworzymy rzeczywistość". W istocie, telewizja narzuca społeczeństwu wszystkie normy i ustala wartości. Iron Idem jest prezenterem jednego z programów do niedawna cenionego za wiarygodność i niezależność. Jego szef wymusza na nim aby w swym programie zachęcał do oddawania krwi dla przybyłych Marsa i odczytywał z uśmiechem na ustach propagandowe zapewnienia o przyjaznych zamiarach Marsjan. Bohater jednocześnie jednak kontestuje wewnętrznie te treści i w końcu rzuca program, traci pracę i przywileje, jego żona zostaje porwana a on wyrzucony z mieszkania. Aby odzyskać żonę decyduje się na zarejestrowanie w punkcie pobierania krwi. Marsjanie odlatują a wraz z tym faktem zmienia się obraz Marsjan przedstawiany przez wszechwładną telewizję...
Film jest mocno groteskowy, a polskie SF bardzo siermiężne, ale nie o efekty tu chodzi. Jak zwykle u Szulkina, ważniejsze jest uniwersalne przesłanie o roli jednostki, wolności i psychologii społeczeństwa. Film jest bardzo dotkliwą i jednoznaczną aluzją do rzeczywistości początku lat 80-tych. Film należy do tzw. trylogii kosmicznej Szulkina która była cyklem filmów będących aluzjami do rzeczywistości, do układu politycznego i do stosunków między władzą a społeczeństwem.
Wiadomość: W lutym 2002 w ośrodku kulturalnym Riverside Studios w zachodnim Londynie zainaugurowano dwutygodniowy pokaz filmów zdjętych przez komunistyczną cenzurę w Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech w latach 1948-82. "Wojna światów - następne stulecie" była jednym z nich. Impreza obejmująca 11 filmów oraz pięć pokazów wideo zbiega się z ukazaniem się w druku publikacji "Censorship: A World Encyclopedia" (Światowa Encyklopedia Cenzury) wydanej pod redakcją Dereka Jonesa przez wydawnictwo Fitzroy Dearborn.

Słońce - źródło życia i energii na planecie Ziemia. Z reguły nie wyobrażamy sobie, co by było, gdyby go zabrakło. Przecież było od zawsze i będzie na zawsze. To po części prawda, jeśli spojrzeć na to z innej strony: będzie do końca mojego/twojego życia. To pewne. Ale warto wiedzieć, że i Słońce ma swój żywot. Niewyobrażalnie długi, ale jednak ograniczony. Poza tym jego aktywność może się zmieniać - innymi słowy: może "świecić" mocniej lub słabiej, co ma bezpośredni wpływ na Ziemię. Właśnie tę drugą koncepcję przyjęli sobie twórcy filmu "W Stronę Słońca".
Słońce jest gwiazdą, centrum Układu Słonecznego, częścią galaktyki zwanej Drogą Mleczną. Jest oddalone od Ziemi o około 150 mln km. Promień światła z najjaśniejszej gwiazdy widzianej na niebie dociera do naszej planety w około 8 minut. Jest ponad 100 razy większe od Ziemi i szacuje się, że jego temperatura to od około 5500 stopni C na powierzchni do prawie 16 mln stopni C w jądrze. Powstało prawdopodobnie ponad 4,5 mld lat temu, a swój żywot zakończy mniej więcej za tyle samo.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Veron |

Jest rok 2013. Na świecie nie ma pokoju, pozostał jedynie chaos, przemoc i bezprawie. Ostatnia wojna zniszczyła dorobek wszystkich cywilizacji. Nie zostało dosłownie nic. Przestały istnieć państwa, fabryki, domy, komunikacja i telefony. Świat cofnął się do zamierzchłych czasów. Zapanowały gwałt i przemoc. Na dawnym obszarze Stanów Zjednoczonych rządzi samozwańczy generał Bethlehem i jego armia bandytów. Zależy im na tym, by ludzie żyli z dala od siebie, zastraszeni, by nikomu nie przyszło do głowy naprawianie tego zburzonego świata. Jednak na podporządkowanych generałowi terenach od pewnego czasu błąka się samotny mężczyzna - czasem udaje mu się znaleźć schronienie i pożywienie w którejś z położonych tu osad, zazwyczaj jednak jest przepędzany. Pewnego dnia na bezkresnym pustkowiu, mężczyzna znajduje porzucony samochód pocztowy, w nim torbę z listami i mundur listonosza. Wpada na pomysł, by rozwieźć pozostawioną tu korespondencję do jej adresatów. Posłańca przynoszącego wiadomości z dawnego i lepszego świata zapewne nikt nie przepędzi...

Death Race to nic innego jak świetnie zrobiony film o wyścigach w klimatach. W niedalekiej przyszłości (rok 2012) pogłębiający się kryzys na rynkach finansowych doprowadza do kompletnego załamania gospodarki amerykańskiej. Miliony ludzi traci prace, co skutkuje drastycznym wzrostem przestępczości, w wyniku którego więzienia pękają w szwach. Rząd nie mając wyboru pozwala na przejęcie nadmiaru więźniów przez prywatne korporacje które postanawiają na nich zarobić. Organizowane są walki na śmierć i życie, transmitowane w Internecie i chociaż biją rekordy popularności, ludzie szybką się nudzą i chcą czegoś więcej. Tym "więcej" są wyścigu w opancerzonych samochodach, z ostrą bronią palną i innymi atrakcjami.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Holden |

24 września 1996 wynegocjowano "Traktat o całkowitym zakazie prób z bronią jądrową". Do tej pory podpisało go 179 państw, a ratyfikowało ponad 140. Zakłada on całkowity zakaz przeprowadzania prób nuklearnych, których, od wynalezienia bomby atomowej w 1945 roku, wykonano około 2000. Jak można się domyślić hegemonię w tej niechlubnej statystyce posiadają Amerykanie (oraz Rosjanie), którzy, co ciekawe, do tej pory nie ratyfikowali owego postanowienia.
Próby jądrowe były przeprowadzane dla udoskonalenia broni atomowej, ale nie tylko. Wiele krajów eksperymentowało z oddziaływaniem promieniowania na ludziach - żołnierzach, ale i Bogu ducha winnych cywilach. Muszę przyznać, że jest to dla mnie niewyobrażalne, ale fakty mówią same za siebie. Testy polegały na przykład na przebywaniu w małych odległościach od miejsca wybuchu, przechodzeniu przez tak zwaną "strefę 0" tuż po detonacji ładunku, czy nawet zrzucaniu bomb na zamieszkane, niewielkie wyspy gdzieś na oceanie... Można sobie tylko wyobrazić, jakie skutki na ludziach mogły wywołać lub też faktycznie spowodowały tego typu próby. Ich realne odzwierciedlenie możemy oglądać w filmie "Wzgórza Mają Oczy" - oczy zmutowane....
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Veron |

Powiem szczerze - nie lubię sequeli. Tylko jeden film z cyferką "dwa" lub więcej w tytule zdołał mnie oczarować i była to kontynuacja "Ojca Chrzestnego". No, można dorzucić jeszcze "Dzień Sądu". Poza tym przeważnie doznawałem uczucia zawodu, po projekcji następstw różnych filmów. Tak to już jest, że człowiek zauroczony historią w pierwowzorze, chce jeszcze lepszego obrazu, albo chociaż mu dorównującego. Ostatnimi czasy zapanowała moda właśnie na sequele oraz remake'i, które przeważnie okazują się być klapą w porównywaniu do oryginału. Chciałoby się zatem rzec, że kontynuacja przeróbki pachnie katastrofą. Takiej jednak nie było w przypadku filmu "Wzgórza Mają Oczy 2".
Zastanawiające jest, że przeciętne filmy grozy, powstające niczym grzyby po solidnym deszczu, zarabiają krocie w kinach na całym świecie. Ludzie lubią się bać, nie ulega wątpliwości. Mało jest jednak obrazów, które urzekają i potrafią naprawdę przestraszyć widza. "Wzgórza Mają Oczy", remake dość głośnego swego czasu horroru Wesa Cravena, nie urzekał, ale pozostawiał pozytywne wrażenie. Końcowa scena filmu była wyraźnym sygnałem, że można się spodziewać jego kontynuacji. No i doczekaliśmy się, w nieco ponad rok po premierze pierwszej części "Wzgórz...".
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Veron |

"Zapowiedź" to jeden z bardziej reklamowanych filmów tego roku, słuch jednak o nim zaginął zaraz po premierze. Tajemniczy wizerunek tego obrazu i gwiazda w postaci Nicholasa Cage'a, który od kilku lat jest na topie miały zaowocować sukcesem. Sukcesu jednak nie było, a "Zapowiedź" przeleciała przez kina niczym ogórek kiszony zjedzony na pusty żołądek. Czy słusznie?
Fabuła "Knowing" (bo taka jest angielska nazwa, która lepiej oddaje to o czym jest ta produkcja) oscyluje wokół kapsuły czasu. Nie chodzi jednak o maszynę, a o szczelnie zamknięte naczynie w którym można bezpiecznie przechować wiedzę dla przyszłych pokoleń. Dyrekcja pewnej szkoły w ramach uroczystości jej założenia, poprosiła dzieci by narysowały swoją wizje tego, jak świat będzie wyglądał za 50 lat, po czym umieściła je w kapsule czasu. Jedna dziewczynka jednakże zamiast rysunku, napisała na kartce ciąg tajemniczych liczb.
© 2009 Zrecenzował Holden
Od razu zaznaczę, że do filmu "Zapowiedź" podszedłem z pewnym dystansem, a to za sprawą głównego aktora - Nicolas'a Cage'a. Nieco bardziej zorientowani wiedzą, że grał ostatnio w takich produkcjach jak "Ostatnie zlecenie" oraz "Next". Szczerze mówiąc były one typowymi 'średniakami', niczym specjalnie nie zachwycały i miały przynieść zysk na przyzwoitym poziomie. No cóż, 'nie zawiodłem się', ale o tym nieco później.
Jest rok 1959, władze szkoły po uprzednim konkursie wśród dzieci postanowiły uświetnić placówkę zakopaniem kapsuły, którą wydobyć miano za 50 lat. Na jednej z lekcji zadaniem dzieci jest namalować swoją wizję przyszłości, Lucinda zamiast rysunku zapełnia kartkę cyframi. Następnie akcja dzieje się w roku 2009 główny bohater - John Koestler odnajduje w specjalnej kapsule wyżej wymienioną kartkę. Z początku wydaje się ona dla niego ciągiem bezsensownych liczb, lecz z czasem odkrywa, że ostrzegają przed przyszłymi katastrofami, lecz nie ma pojęcia o najgorszym...
© 2009 Zrecenzował FreeZe
| ⇒ Menu |

Gdybym miał określić film Unswortha jednym słowem, byłoby to "dziwny". Chociaż, żeby w pełni oddać temu dziełu sprawiedliwość, należy użyć co najmniej dwóch słów: "bardzo dziwny". Zresztą jak inaczej opisać dzieło, które znane jest przede wszystkim z tego boskiego stroju, w którym paraduje Sean Connery?
Pod koniec dwudziestego wieku, w wyniku bliżej nieokreślonej katastrofy niemal cała nasza planeta została zniszczona. Wśród pozostałości wyraźnie da się wydzielić dwa światy. Jednym z nich jest Vortex - oaza stworzona w obliczu apokalipsy przez grupę utalentowanych naukowców. Nie tylko udało im się stworzyć niemal rajskie, jak na niesprzyjające okoliczności, warunki, ale też zgłębili tajemnicę nieśmiertelności, rekonstruując ciała w przypadku śmierci. Drugi ze światów to "krainy zewnętrzne" - wyjałowione pustkowia zamieszkałe przez dzikusów zwanych brutalami. W celu przeprowadzenia wielkiego eksperymentu (czyżby pierwowzór dla Enklawy?) jeden z naukowców postanawia kontrolować populację zamieszkującą krainy zewnętrzne. Jak wiadomo, dostatecznie zaawansowana technologia jest nierozróżnialna od magii, a dla cofniętych w rozwoju kulturowym brutali magią może się wydawać nawet najprostsze urządzenie, a co dopiero gargantuiczna, latająca kamienna głowa obdarzona potężnym głosem.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Jim Cojones |

Dzisiaj przed Wami rozpościera się recenzja filmu postapokaliptycznego ale filmu postapokaliptycznego innego niż większość tego typu produkcji ;-). Bo moi drodzy nie jest to SF ani film sensacyjny, jest to... horror!
Tak horror co może was zaciekawić jeśli do tej pory nie spotkaliście się z horrorem należącym do "subgatunku" filmowego, który opowiada o walce ludzi o przetrwanie w realiach dopiero co zakończonej wojny atomowej. Druga rzecz, która wyróżnia tą produkcję na tle innych postapokaliptych filmów jest fakt, że pochodzi ona z Finlandii - kraju który raczej kojarzy się nam z posiadaną przez nas komórką i pewną wódką, a nie koniecznie z kinematografią w szczególności tą postnuklearną ;-).
Winter of the Dead jest produkcją całkowicie amatorską... Tak, tak, to film amatorski ale zanim przestaniecie czytać recenzje ze względu na to, że film amatorski równa się dla was "kiepski film - którego nawet patykiem nie wolno tykać" - nie róbcie tego, lecz przeczytajcie ją do końca. Bo ta produkcja na tle wszelkiego rodzaju amatorskich dzieł filmowych, a w szczególności amatorskich filmów grozy prezentuje się zadziwiająco dobrze i jest niezwykle interesująca. O czym opowiada dokładnie ten 35 minutowy film? Opowiada o żywych trupach które powstały z grobu w jednym, jedynym tylko celu - w celu konsumpcji mięsa żywych ludzi...
| ⇒ Menu | © 2007 Zrecenzował KeniG |

Czy można połączyć humor z tematyką zombiactwa? Tak! Uważam, że nawet powinno się okraszać kolejne historie o żywych trupach dawką "przymrużenia oczu", ponieważ koncepcja istnienia zombiaków jest tak bzdurna i nierealna, że tylko na wesoło można to skonsumować. Jednak całkowicie inną kwestią jest to, jakiego rodzaju humor powinien w takich filmach być użyty.
Romerowskie trylogie są okraszone lekką dawką czarnego dowcipu i mocno posmarowane stylistyką gore, jednak na wysokim poziomie (jeśli można użyć takiego określenia). Gdy jest taka potrzeba to krew bryzga na lewo i prawo, flaki w ciepłych oparach wychodzą na wierzch, kończyny są obgryzane jak smaczne szaszłyki. Ale tylko kiedy trzeba. Można też podejść do sprawy na sposób familijny, jak w niedocenionym Fido i pokazać, że w zombiaku może być więcej życia... to jest uczuć, niż w żywym człowieku. Od frajera - znaczy życiowego nieudacznika - do bohatera w Wysypie żywych trupów wyszło już trochę średnio, ale pewnie dlatego, że Wielka Brytania jest sama w sobie mało śmieszna. Natomiast w serii Resident Evil humoru jest jak na lekarstwo (jeśli w ogóle), ale nie bądźmy okrutni i nie oczekujmy od Milli Jovovich ekspresji większej niż u Bustera Keatona.
| ⇒ Menu | © 2009 Zrecenzował Squonk |

Na siłę, wbrew mojej własnej woli, związany, zakneblowany i pozostawiony przed monitorem.... - i te sprawy - tak mógłbym się tłumaczyć, gdyby ktoś zapytał mnie, czemu obejrzałem ten film. "Zombie strippers" to nie tylko tytuł produkcji, wbrew pozorom wcale nie niskobudżetowej, ale zarazem te dwa słowa to właściwie jedyne powody dla których ktokolwiek chciałby obejrzeć ten film. No, ewentualnie można by też doszukać się trzeciego, jakim jest humor. I na tym się kończy lista atutów, ale nie niniejsza recenzja. Pozostało jeszcze zadecydować, czy jest to przede wszystkim film bardziej o zombie, czy o striptizie, lekki horror z elementami komedii czy komedia z elementami tandetnego horroru. Bierzmy się zatem do dzieła. Czy mówiłem już, że jedną z głównych ról odgrywa Jenna Jamesom?
| ⇒ Menu | © 2007 Zrecenzował Ulyssaeir |
FILMY CZEKAJĄCE NA OPIS ;-)
Atomic Jurneys: Welcome to Ground Zero (dokument)
The Atomic Café (dokument)
A Boy and His Dog
The Day After (stworzony dla telewizji)
Nukes in Space: The Rainbow Bombs (dokument)
Ostatni brzeg (On the Beach) (1959)
Ostatni brzeg (On the Beach) (2000 miniserial)
Noc żywych trupów
Threads (stworzony dla telewizji)
Trinity And Beyond: The Atomic Bomb Movie (dokument)
W podziemiach planety małp